To był dzień, w którym zrozumiałam, że w życiu kobiety potrzebny jest mężczyzna. Nie wtedy, kiedy ktoś musi przynieść do domu pieniądze, naprawić cieknący kran albo odkręcić słoik. Żebym sobie to uświadomiła, musiały zaistnieć zupełnie inne okoliczności ;)
Pewnie gdyby przed chwilą nie miały kontaktu z silnym środkiem, chciałyby zapylać moje paznokcie ;))
Bez dwóch mężczyzn nie wyobrażam sobie życia. Życia dosłownie, bo jeden z nich jest moim ojcem, drugi będzie ojcem moich dzieci (jeszcze go nie znam, ale wiem, że jest świetnym facetem) ;D
W ogóle myślę, że życie bez panów byłoby o połowę (o brzydszą połowę) nudniejsze ;) Pod względem emocjonalnym nawet trudno jest mi to sobie wyobrazić. Pod względem praktycznym, ponieważ zostałam wychowana do bycia samodzielną i zaradną, jeszcze do niedawna nieźle sobie radziłam.
Kiedyś wreszcie musiał nadejść dzień próby. Dzień, w którym porzucę myśli o kobiecej samowystarczalności. Jednak do głowy by mi nie przyszło, że odbędzie się to w tak specyficznych okolicznościach – nie wiadomo skąd przybyłe osy, a zwłaszcza ich rozbudowujące się błyskawicznie na moim balkonie gniazdo oraz przerażająca wizja roju żądlących owadów, sprowadziły mnie na ziemię.
Wreszcie przyznałam – potrzebuję mężczyzny :) Strażacy, jeszcze rok temu przyjeżdżali na podobne wezwanie, ale ceny paliwa i kryzys zmieniły diametralnie tę gotowość. Wujek Google powiedział, że najlepszym wyjściem jest wezwać wyspecjalizowaną ekipę, ale 250 złotych za usunięcie zaczątku gniazda, to ja chętnie sama sobie zapłacę. I mało brakowało, a rzeczywiście zrobiłabym to sama. Powstrzymała mnie wyobraźnia i resztki rozsądku. A dokładniej wizja wściekłych, skądinąd słusznie os, którym burzę fundamenty domu i zabijam dzieci.
Jeszcze nie zwariowałam.
Podobno osy atakują, gdy:
- gniazdo jest zagrożone lub niszczone (mogą zaatakować całym rojem) – otóż to!
- rozdrażnią je gwałtowne ruchy ludzi lub zwierząt – w moim przypadku nie obyłoby się bez gwałtownych ruchów ;)
- rozdrażni je zapach, na przykład perfum albo kosmetyków
- rozdrażnią je ciemne lub bardzo jaskrawe barwy
Potrzebny mężczyzna – odważny, mało gwałtowny, niewyperfumowany
Natura robi szybkie testy na męskość ;)
Pomyślałam, mogę wezwać Tatę. Jednak głupio mi kazać mu przyjeżdżać z innego miasta, bo jego prawie 30-letnia córka nie może dać sobie rady z dziesięcioma osami. Chyba zacząłby podawać w wątpliwość swój sukces wychowawczy…
Partner, gdyby był, pewnie przywdziałby swoją srebrną zbroję i ruszył stoczyć bój z latającymi chimerami (tak mniej więcej postrzegam osy) na sześciu metrach kwadratowych mojego balkonu. Gdyby był.
Zostają znajomi. Są bardzo nowocześni i mają zdrowe, rozsądne, współczesne podejście – trzeba wezwać specjalistów! Mają rację, trzeba.
A jednak znalazł się przyjaciel (skoro poznany się w biedzie), doświadczony przyjaciel, bo ma własne ule i może nie z osami, ale z pszczołami bliskie kontakty. Na mój przerażający opis sytuacji zareagował wymownym „phi”, co wzbudziło we mnie nadzieję, że jeszcze kiedyś odrygluję drzwi na balkon. Tak oto nadeszła odsiecz.
Osa, najlepszy architekt!
Dziesięć i jedna w gnieździe, a jeszcze dzień wcześniej było tylko sześć
Moje mokre ze stresu dłonie
W jajeczkach młode osy
A wszystko umocowane na trzonie
Wystarczył jeden wieczór i czuję się ekspertem od tego typu akcji ;) Można spokojnie małe, powstające dopiero gniazdo usunąć samodzielnie, pod pewnymi warunkami:
- Os nie jest za wiele – najbezpieczniej maksymalnie do dziesięciu. No i może lepiej zabierać się do tego choćby w jednoosobowym, ale jednak w towarzystwie, bo nigdy nie wiadomo, jak sytuacja się potoczy
- Dobrze mieć przy okazji świadomość, czy jest się uczulonym (osy nie pozostawiają żądła w skórze, mogą więc żądlić wielokrotnie, porcja jadu jest kilkakrotnie mniejsza niż w przypadku pszczoły)
- Akcja odbywa się wieczorową porą, kiedy wszystkie osy siedzą na gnieździe, a nie latają dookoła
- Stosujemy zasadę – najpierw usuwamy osy, potem gniazdo
- Mamy dobry, mocny środek, np. gaśnica na osy i szerszenie (cena 15 zł) ;)
- Spryskujemy gniazdo z osami przez 5-7 sekund
- Jesteśmy szczelnie ubrani (z osłoniętą twarzą) lub/i w razie czego możemy szybko ewakuować się (np. zamknąć za sobą drzwi balkonowe), chociaż w naszym przypadku nie było takiej konieczności, bo osy nawet nie poderwały się z gniazda – spadły jak kamyki na płytki w ciągu czterech sekund. Balkon i tak zamknęliśmy, bo środek jest również szkodliwy dla ludzi (zresztą każdy sam może to poczuć bez czytania ostrzeżeń na opakowaniu)
Jeśli Wasze gniazdo jest większe albo nie spełniacie wyżej wypisanych warunków, odradzam zabierania się za to samodzielnie. Nie chcę brać na siebie tej odpowiedzialności ;)
Podobno zakładanie gniazd przez osy w budynkach i innych obiektach tworzonych przez człowieka jest wyrazem ich przystosowania się do naszego sąsiedztwa. Nie wiem, skąd one miały pomysł, że u mnie będzie dobrze. Warszawa, przeszklony balkon wychodzący na czteropasmową ulicę, spaliny, hałas, warunki szkodliwe dla zdrowia i życia, a jednak ;)
Lubię być kobietą i lubię potrzebować mężczyzny
Niecodzienna sytuacja z tymi osami, przyznacie. Przypadek? Nie sądzę ;))) Pewnie wszystko po to, aby zrozumieć, że kiepska jest ze mnie singielka, a jeszcze gorsza byłaby feministka. Niby samodzielna, niby lubię chodzić w spodniach, zarabiać przynajmniej tyle, co mężczyzna i na pewno następnym razem poradziłabym sobie z osami, ale niektóre misje specjalne moja kobieca głowa przewiduje do realizacji Only for Men ;) I niech tak zostanie.