PORADY ZWIĄZKOWE - POMOC PSYCHOLOGICZNA - ARTYKUŁY I FELIETONY NIE TYLKO O RELACJACH

Co zrobić, aby partner się zmienił?

Chcesz, aby Twój partner wreszcie się zmienił. Jego zachowania stają się męczące. Zastanawiasz się, dlaczego ciągle powtarza te same błędy? Chyba nie ma osoby, która nie chciałaby czegoś w ukochanym, w sobie albo po prostu w związku poprawić. Niektóre sytuacje problemowe powtarzają się stale od miesięcy czy nawet lat. Jak je przeskoczyć? I kto tu właściwie powinien się zmienić?
zmiana partnera

Dosyć często piszę o pracy nad sobą – „zacznij od siebie” (zwykle w kontekście związku i zdrowych relacji), ponieważ gwarantuje nam ona co najmniej 50% szans, że będziemy tworzyć trwały, szczęśliwy związek. A co z drugą stroną? Najlepiej gdyby podzielała podobne przekonania i również zaczynała zawsze od siebie. Byłoby idealnie.

Dziś zamierzam zwrócić Twoją uwagę właśnie na znaczenie postawy tej drugiej strony w Twojej pracy nad sobą. I znaczenie Twojego wkładu w jej pracę nad sobą.

Gdy kończy się na obietnicach…

Budowanie zdrowej bazy dla związku testowane jest w codzienności. I nie zawsze wychodzimy z tych prób wygrani. Często sami ze sobą i ze swoimi słabościami przegrywamy. Znowu zawaliliśmy. Po raz kolejny nie udało się czegoś wyeliminować. Czujesz, że to Twoja wina. Ale już kiedyś obiecywałeś/obiecywałaś, że będzie inaczej. I nie jest.

Najczęściej spotykana reakcja partnera: „Miałem rację, znowu to samo…” albo słynne „A nie mówiłem…”. No w końcu, ileż razy mamy przerabiać wszystko od nowa?

Najłatwiej jest mi wytłumaczyć to na przykładzie budowania zaufania (chociaż problemy związkowe można mnożyć i nierzadko są one dużo poważniejsze niż niepokój, zazdrość i wspomniany już brak zaufania). Ale zacznijmy od tego dosyć popularnego. Jak możesz zachować się w sytuacji, gdy u Twojego partnera pojawia się poczucie zagrożenia i niepokój o utratę Ciebie? Najlepsza reakcja, to z jednej strony nie podporządkowywać się, nie zmieniać swojego sposobu życia (nie unikać spotkań ze znajomymi, nie zamykać się przed światem), a z drugiej robić wszystko, aby druga strona czuła się bezpiecznie. W pełni świadomie i intencjonalnie wkładać wysiłek w jej pracę nad męczącym ją problemem. Jeszcze raz podkreślam – wkładać wysiłek. Ułatwiać jej to. Nie utrudniać. (Już pomijam fakt, że niektórzy nie mają motywacji do wyeliminowania u partnera jego obaw. Dzięki nim zyskują przewagę, dlatego brak zaufania, zazdrość i niepokój cieszą ich).

Uwaga!

Co do dobroci i stosowania postawy współpracy jest chyba tylko jeden wyjątek – gotowość do pomocy, wyrozumiałość, cierpliwość i dobrotliwość porzucamy w sytuacji, gdy partner dotknięty jest jakimś rodzajem psychicznej choroby, zaburzenia osobowości, syndromem DDA, DDD albo uzależnieniem (czy to od alkoholu, narkotyków, seksu, internetu, czy jakimkolwiek innym, a wiadomo, że uzależnionym można być chyba od wszystkiego).

Tu w większej mierze oddajemy się wzajemnie pod opiekę specjalisty niż próbujemy liczyć wyłącznie na siłę łączącego nas uczucia, dobre intencje drugiej strony i wiarę w zmianę.

Ale w większości pozostałych sytuacji po Twojej stronie leży wykazanie zaangażowania w podejmowane przez partnera próby zmiany jego zachowania – „Chcę, żebyś się zmienił – pomogę ci to zrobić” (oczywiście zakładając, że on też chce zmiany!). Sam/a również masz prawo oczekiwać pomocy ze strony partnera – „Chcesz, żebym się zmienił/a – pomóż mi to zrobić”.

Albo postawa współpracy, albo daj sobie spokój

Chęć szczerej współpracy zamiast roszczeń i oczekiwań jest tu warunkiem podstawowym. Jeżeli w czymś się nie zgadzacie lub dochodzi do nieporozumień i coś Wam w związku nie wychodzi, to zawsze jest „wina” obu stron. I nawet jeśli jedna ewidentnie zawaliła, to odpowiedzialność biorą obie.

Największym plusem tego podejścia jest, że „niewinny partner”, biorąc też odpowiedzialność na siebie, nie może już atakować wyłącznie „winnego”. Jeśli już chce przypisać winę, to obu stronom – „winnemu” i sobie.

Odnoszę czasem niepokojące wrażenie, że „niewinny partner” czerpie dziwny rodzaj satysfakcji z niepowodzeń „winnego”. I zamiast pomóc mu, cieszy się, że to nie on przyczynia się do rozpadu związku, i że nie on zawala.

Jeśli jesteś „niewinnym partnerem” zastanów się, czy zależy Ci na trwałości tej relacji, bo jeśli nie, to nie ma o czym pisać i problem z głowy. Ale jeśli jednak zależy Ci, to „niewinny partnerze” musisz przyznać, że jesteś co najmniej współwinny problemów w swoim związku. A jeśli one trwają latami, to nie wiem, czy może nawet nie bardziej niż Twoja druga połowa.

Do jednej bramki

Możesz oczekiwać zmiany u partnerki tylko, jeśli sam/a włożysz w tę zmianę swój szczery wysiłek. Za brak rezultatów również bierzesz (bierzecie wspólnie) odpowiedzialność. A kiedy coś się nie udaje, nie wyskakujesz z zarzutami. Chyba że również względem siebie.

To bardzo pomaga wyzbyć się nawzajem zaczynania dyskusji od „bo Ty…”. No i przede wszystkim zwiększa skuteczność wprowadzania autentycznych zmian. Bardziej pomagajmy sobie w związku niż rozliczajmy z niego.

Boimy się tego podejścia. Zwykle wolimy, kiedy ta druga strona przeskrobie coś i musi się starać. Mamy pewne przekonania i oczekiwania typu „niech pierwszy powie, że mnie kocha”, „niech pierwszy mnie przeprosi”, niech… Pamiętaj, że Tobie ma zawsze zależeć bardziej. I najlepiej, aby każda ze stron wychodziła z takiego założenia. W zdrowych związkach to się sprawdzi. Wszystkie pozostałe obarczone nieadaptacyjnymi schematami, wymagają pewnego wsparcia i pokierowania z zewnątrz (mam tu na myśli pomoc specjalisty).

Zdecyduj się

Brakuje mi pewnej konsekwencji. Wchodząc w związek, mamy wizję „razem”. A kiedy tylko pojawiają się kłopoty, znudzenie albo coś zaczyna nam przeszkadzać, to już każdy rozlicza się z tego osobno. Nagle ustawiamy się po dwóch stronach barykady. Tracimy gdzieś wspólny front.

Najpierw się układało, potem przestało się układać. Co najbardziej się zmienia? Wcale nie ludzie. Ale ich nastawienie. Podejście. Na początku super miłość. Jedno mówi – Kocham Cię. Drugie odpowiada – Ja Ciebie bardziej. Mija czas, z dnia na dzień czar pryska, sytuacja powoli się odwraca i już niczego nie jesteśmy w stanie dać z siebie więcej, bardziej, mocniej. Chytrusy.


Podoba Ci się ten wpis?

Udostępnij go znajomym. A jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, zapisz się do NEWSLETTERA.

 


Zenbox.pl